"Widziałem Cię wczoraj, gdy szłaś z przyjaciółmi i śmiałaś się. Miałem nadzieję, że wkrótce będziesz chciała, żebym i ja szedł z Tobą, dlatego na zakończenie dnia namalowałem Ci zachód słońca i szepnąłem wietrzykiem, aby Cię orzeźwił. Czekałem, ale na mnie zawołałaś! Dalej Cię kocham.
Gdy zeszłej nocy widziałem jak zasypiałaś, tak bardzo chciałem Cię dotknąć. Rozlałem poświatę księżyca na Twoją twarz i spływała Ci tak, jak nieraz łza. Nawet nie pomyślałaś o mnie. Tak bardzo chciałem Cię przytulić.
Rano wystrzeliłem dla Ciebie złocisty wschód słońca w cudowny poranek. Ale obudziłaś się późno i popędziłaś do szkoły. Nawet nie zauważyłaś, że niebo zaszło chmurami i płakałem deszczem. KOCHAM CIĘ, UWIERZ MI, NAPRAWDĘ CIĘ KOCHAM.
Starałem się Ci to powiedzieć w ciszy zielonej łąki i w niebieskim niebie. Wiatr szepcze mą miłość w wierzchołkach drzew i rozlewa ją w tęczowe kolory wszystkich kwiatów.
Wykrzykuję Ci o niej w grzmotach wodospadu i komponuję pieśni miłości, które ś

iewają dla Ciebie ptaki. Ogrzewam Cię przykryciem mojego słońca i nasycam powietrze słodkim zapachem przyrody. Ma miłość do Ciebie jest głębsza niż ocean i większa, niż jakakolwiek potrzeba Twojego serca.
Gdybyś tylko uwierzyła, jak bardzo jesteś mi droga!"
Nie przejmujcie się tym... to nie jest mojego autorstwa, przepisane z broszurki którą dostaliśmy na rekolekcjach. Jeśli pominąć końcówkę i podpis to wychodzi całkiem ładne. Jakoś tak mnie zauroczyło dlatego postanowiłam to tu wpisać
